I nadszedł ten okrutny i nieubłagany dzień 10 luty 1940 rok.
Godzina 12-ta w nocy, pukanie do drzwi, sąsiad – panie Sieczko, proszę otworzyć! Tatuś otwiera, a tu sowieccy żołnierze
z bagnetami skierowanymi w stronę Tatusia krzyczą:
„ruki w wierch”. Nie było innej możliwości,
rozkaz trzeba było wykonać.

Ze wspomnień Bronisława Sieczki.

Mama dostała polecenie spakowania najpotrzebniejszych rzeczy
i w ciągu 20-30 minut przygotowania się do drogi.
W pierwszej kolejności chciała zabrać lek przeznaczony dla mnie.
Wtedy usłyszała, że nie wolno. Gdy mama po rosyjsku powiedziała – ona umrze. usłyszała odpowiedź – to umrze.

Ze wspomnień Marii Drozdzowicz.

W tamtej chwili niewiele byliśmy w stanie ze sobą zabrać, tyle co ubraliśmy na siebie oraz koce, kołdry i poduszki, a także beczułkę, w której peklowały się wyroby po zabiciu świni i parę bochenków chleba. 

Ze wspomnień Bronisława Sieczki.

Słowa rozkazu opuszczenia domu, zostawienia wszystkiego,
co posiadaliśmy, wybiły nas z toku prawidłowego myślenia. Byliśmy wystraszeni i zszokowani. Szybkie, nerwowe ubieranie się i pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy było chaotyczne.
Nie wiedzieliśmy, co zabrać, ponieważ nikt nam
nie powiedział dokąd jedziemy, ani jaki los nas czeka.

Ze wspomnień Jerzego Wasilewskiego.

Chciałam wziąć maszynę do szycia, malutką, walizkową, Poleszuk odepchnął mnie oświadczając, że na nowym miejscu, gdzie jedziemy „wszystko dla nas przygotowane”.

Ze wspomnień Jadwigi Okołów.

I nadszedł ten okrutny  i nieubłagany dzień 10 luty 1940 rok.
Godzina 12-ta w nocy, pukanie
do drzwi, sąsiad – panie Sieczko, proszę otworzyć! Tatuś otwiera,
a tu sowieccy żołnierze z bagnetami skierowanymi w stronę Tatusia
krzyczą: „ruki w wierch”. Nie było innej możliwości, rozkaz trzeba było wykonać.

Ze wspomnień Bronisława Sieczki.

Mama dostała polecenie spakowania najpotrzebniejszych rzeczy i w ciągu 20-30 minut przygotowania się do drogi. W pierwszej kolejności chciała zabrać lek przeznaczony dla mnie.
Wtedy usłyszała, że nie wolno. Gdy mama po rosyjsku powiedziała – ona umrze. usłyszała odpowiedź –
to umrze.

Ze wspomnień Marii Drozdzowicz.

W tamtej chwili niewiele byliśmy
w stanie ze sobą zabrać, tyle co ubraliśmy na siebie oraz koce, kołdry
i poduszki, 
a także beczułkę, w której peklowały się wyroby po zabiciu świni i parę bochenków chleba. 

Ze wspomnień Bronisława Sieczki.

Słowa rozkazu opuszczenia domu, zostawienia wszystkiego,
co posiadaliśmy, wybiły nas z toku prawidłowego myślenia. Byliśmy wystraszeni i zszokowani. Szybkie, nerwowe ubieranie się i pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy było chaotyczne. Nie wiedzieliśmy,
co zabrać, ponieważ nikt nam
nie powiedział dokąd jedziemy, ani jaki los nas czeka.

Ze wspomnień Jerzego Wasilewskiego.

Chciałam wziąć maszynę do szycia, malutką, walizkową, Poleszuk odepchnął mnie oświadczając, że na nowym miejscu, gdzie jedziemy „wszystko dla nas przygotowane”.

Ze wspomnień Jadwigi Okołów.

I nadszedł ten okrutny
i nieubłagany dzień 10 luty 1940 rok. Godzina 12-ta w nocy, pukanie do drzwi, sąsiad – panie Sieczko, proszę otworzyć! Tatuś otwiera, a tu sowieccy żołnierze z bagnetami skierowanymi w stronę Tatusia krzyczą: „ruki w wierch”. Nie było innej możliwości, rozkaz trzeba było wykonać.

Ze wspomnień Bronisława Sieczki.

Mama dostała polecenie spakowania najpotrzebniejszych rzeczy
i w ciągu 20-30 minut przygotowania się do drogi. W pierwszej kolejności chciała zabrać lek przeznaczony dla mnie. Wtedy usłyszała, że nie wolno. Gdy mama po rosyjsku powiedziała – ona umrze. usłyszała odpowiedź – to umrze.

Ze wspomnień Marii Drozdzowicz.

W tamtej chwili niewiele byliśmy w stanie ze sobą zabrać, tyle co ubraliśmy na siebie oraz koce, kołdry i poduszki, a także beczułkę, w której peklowały się wyroby po zabiciu świni i parę bochenków chleba. 

Ze wspomnień Bronisława Sieczki.

Słowa rozkazu opuszczenia domu, zostawienia wszystkiego, co posiadaliśmy, wybiły nas
z toku prawidłowego myślenia. Byliśmy wystraszeni i zszokowani. Szybkie, nerwowe ubieranie się i pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy było chaotyczne. Nie wiedzieliśmy, co zabrać, ponieważ nikt nam nie powiedział dokąd jedziemy, ani jaki los nas czeka.

Ze wspomnień Jerzego Wasilewskiego.

Chciałam wziąć maszynę do szycia, malutką, walizkową. Poleszuk odepchnął mnie oświadczając, że na nowym miejscu, gdzie jedziemy „wszystko dla nas przygotowane”.

Ze wspomnień Jadwigi Okołów.

0 km

Teren przyległy do torów wypełniony był ludźmi żegnającymi swoich najbliższych
i próbującymi podać jeszcze
coś niecoś do jedzenia czy ubrania.
(…) Odpychani byli od wagonów brutalnie karabinami. Pilnowano nas jak największych przestępców.

Ryszard Glijer, deportowany w kwietniu 1940 roku do Kazachstanu.

To była chwila, którą trudno opisać.
Stuk i szum pociągu zagłuszał płacz i krzyk kobiet i dzieci, żegnających, nie wiedząc
na jak długo, a może i na zawsze,
rodzinne strony.

Helena Dobrowolska, deportowana w czerwcu 1941 roku na Syberię.

Wreszcie pociąg rusza, ale robi się jeszcze zimniej. Rozcieramy nawzajem ciała jedna drugiej, bijemy się
nawzajem kułakami, byle przetrwać
do najbliższego wyładunku

Ze wspomnień Grażyny Lipińskiej,
polskiej żołnierki skazanej na 10 lat łagrów
i 15 lat zesłania.

Temperatura wahała się od -28 do -30 stopni Celsjusza. Było zimno, wiatr przedostawał się szparami w biegu pociągu. Piecyk dymił. Dla małych dzieci matki
z trudem podgrzewały wodę.
Dorośli, jak i dzieci posilali się tym,
co wzięte było z domu. Niektórzy byli wzięci spoza domu i Ci nic do jedzenia nie mieli, posiadający – dzielili się z nimi

Ze wspomnień Michała Bakuna.

Z mojego życia skreślono dzieciństwo.
Po rozejrzeniu się w dzień, ujrzeliśmy,
że jedziemy w strasznych warunkach,
bo w bydlęcych, brudnych wagonach. Prycze, na których leżeliśmy,
były zrobione naprędce z desek.
W środku,w podłodze był otwór, który zastępował muszlę klozetową.

Halina Święcka z domu Łaukajtys, deportowana
w kwietniu 1940 roku 
do Kazachstanu.

Przez 3 dni nic nie jadłam,
miałam gardło tak ściśnięte przez żal,
że tylko płakałam jak inni.

Helena Grodecka-Możdżeń,
deportowana w 1940 roku na Syberię.

Najgorsze były wszy ubraniowe.
Walkę z robactwem prowadzili wszyscy, ale była to walka bezskuteczna.
Stale lęgły się nowe pasożyty, gryzły
nas i powodowały zmiany skórne.
(…) Robactwo towarzyszyło nam przez cały czas jazdy koleją.

Jerzy Wasilewski, deportowany
w lutym 1940 roku na Syberię

W wagonie prycze po lewej, prycze
po prawej. Brud był niesamowity,
dlatego babcia nas pierzyną pookrywała.
Z drogi pamiętam krzyki. Pytałam babci:
– Dlaczego ta pani krzyczy?- Bo jej dziecko zmarło i wyrzucili to dziecko.

Mieczysława Kontnik, deportowana
w lutym 1940 roku na Syberię.

Raz na dobę pociąg zatrzymywał się
w jakiejś miejscowości, enkawudziści otwierali drzwi wagonów i krzyczeli: „Adin czeławiek za wadoj, adin czeławiek za supom (Jeden człowiek po wodę,
jeden człowiek po zupę).

Tadeusz Zajkowski, deportowany
w lutym 1940 roku na Syberię.

Pamiętam, że dzieci maleńkie umierały, pan Piekutowski zrzucał butelkę
na sznureczku i błagał, jeżeli zatrzymywaliśmy się wśród ludzi
na stacjach: „Małaka dla rebionka, małaka” (mleka dla dziecka, mleka),
bo matka, nie mając nawet wody,
nie miała czym karmić.

Helena Kamieńska, deportowana
w czerwcu 1941 roku na Syberię.

0 km

Teren przyległy do torów wypełniony był ludźmi żegnającymi swoich najbliższych
i próbującymi podać jeszcze
coś niecoś do jedzenia czy ubrania.
(…) Odpychani byli od wagonów brutalnie karabinami. Pilnowano nas jak największych przestępców.
Ryszard Glijer, deportowany w kwietniu 1940 roku do Kazachstanu.

To była chwila, którą trudno opisać. Stuk i szum pociągu zagłuszał płacz i krzyk kobiet i dzieci, żegnających, nie wiedząc na jak długo, a może i na zawsze, rodzinne strony.
Helena Dobrowolska, deportowana w czerwcu 1941 roku na Syberię.

Wreszcie pociąg rusza, ale robi się jeszcze zimniej. Rozcieramy nawzajem ciała jedna drugiej, bijemy się nawzajem kułakami, byle przetrwać do najbliższego wyładunku.
Ze wspomnień Grażyny Lipińskiej, polskiej żołnierki skazanej na 10 lat łagrów i 15 lat zesłania

Temperatura wahała się od -28 do -30 stopni Celsjusza. Było zimno, wiatr przedostawał się szparami w biegu pociągu.
Piecyk dymił.
Dla małych dzieci matki z trudem podgrzewały wodę. Dorośli, jak i dzieci posilali się tym, co wzięte było z domu.
Niektórzy byli wzięci spoza domu i ci nic do jedzenia nie mieli, posiadający – dzielili się z nimi.
Ze wspomnień Michała Bakuna.

Z mojego życia skreślono dzieciństwo.
Po rozejrzeniu się w dzień, ujrzeliśmy, że jedziemy w strasznych warunkach,
bo w bydlęcych, brudnych wagonach.
Prycze, na których leżeliśmy, były zrobione naprędce z desek. W środku, w podłodze był otwór, który zastępował muszlę klozetową.
Halina Święcka z d. Łaukajtys, deportowana w kwietniu 1940 roku do Kazachstanu.

Przez 3 dni nic nie jadłam,
miałam gardło tak ściśnięte przez żal,
że tylko płakałam jak inni.
Helena Grodecka-Możdżeń, deportowana
w czerwcu 1940 roku na Syberię.

Najgorsze były wszy ubraniowe. Walkę z robactwem prowadzili wszyscy, ale była to walka bezskuteczna. Stale lęgły się nowe pasożyty, gryzły nas i powodowały zmiany skórne. (…) Robactwo towarzyszyło nam przez cały czas jazdy koleją.
Jerzy Wasilewski, deportowany w lutym 1940 roku na Syberię.

W wagonie prycze po lewej,
prycze po prawej. Brud był niesamowity, dlatego babcia nas pierzyną pookrywała.
Z drogi pamiętam krzyki. Pytałam babci:- Dlaczego ta pani krzyczy?- Bo jej dziecko zmarło i wyrzucili to dziecko.
Mieczysława Kontnik, deportowana w lutym 1940 roku na Syberię.

Raz na dobę pociąg zatrzymywał się w jakiejś miejscowości, enkawudziści otwierali drzwi wagonów i krzyczeli: „Adin czeławiek za wadoj, adin czeławiek za supom (Jeden człowiek po wodę, jeden człowiek po zupę).
Tadeusz Zajkowski, deportowany
w lutym 1940 roku na Syberię.

Pamiętam, że dzieci maleńkie umierały, pan Piekutowski zrzucał butelkę na sznureczku
i błagał, jeżeli zatrzymywaliśmy się wśród ludzi na stacjach: „Małaka dla rebionka, małaka” (mleka dla dziecka, mleka), bo matka, nie mając nawet wody, nie miała czym karmić.
Helena Kamieńska, deportowana
w czerwcu 1941 roku na Syberię.

0 km

Teren przyległy do torów wypełniony był ludźmi żegnającymi swoich najbliższych
i próbującymi podać jeszcze
coś niecoś do jedzenia czy ubrania.
(…) Odpychani byli od wagonów brutalnie karabinami. Pilnowano nas jak największych przestępców.
Ryszard Glijer, deportowany w kwietniu 1940 roku do Kazachstanu.

To była chwila, którą trudno opisać.
Stuk i szum pociągu zagłuszał płacz
i krzyk kobiet i dzieci, żegnających, nie wiedząc na jak długo, a może i na zawsze, rodzinne strony.
Helena Dobrowolska, deportowana w czerwcu 1941 roku na Syberię.

Wreszcie pociąg rusza, ale robi się jeszcze zimniej. Rozcieramy nawzajem ciała jedna drugiej, bijemy się nawzajem kułakami, byle przetrwać do najbliższego wyładunku.
Ze wspomnień Grażyny Lipińskiej, polskiej żołnierki
skazanej na 10 lat łagrów i 15 lat zesłania

Temperatura wahała się od -28 do -30 stopni Celsjusza. Było zimno, wiatr przedostawał się szparami w biegu pociągu. Piecyk dymił. Dla małych dzieci matki z trudem podgrzewały wodę. Dorośli, jak i dzieci posilali się tym, co wzięte było z domu. Niektórzy byli wzięci spoza domu i ci nic do jedzenia nie mieli, posiadający – dzielili się z nimi.
Ze wspomnień Michała Bakuna.

Z mojego życia skreślono dzieciństwo.
Po rozejrzeniu się w dzień, ujrzeliśmy, że jedziemy w strasznych warunkach,
bo w bydlęcych, brudnych wagonach.
Prycze, na których leżeliśmy, były zrobione naprędce z desek. W środku, w podłodze był otwór, który zastępował muszlę klozetową.
Halina Święcka z d. Łaukajtys, deportowana w kwietniu 1940 roku do Kazachstanu.

Przez 3 dni nic nie jadłam,
miałam gardło tak ściśnięte przez żal,
że tylko płakałam jak inni.
Helena Grodecka-Możdżeń, deportowana w czerwcu 1940 roku na Syberię.

Najgorsze były wszy ubraniowe. Walkę
z robactwem prowadzili wszyscy, ale była to walka bezskuteczna. Stale lęgły się nowe pasożyty, gryzły nas i powodowały zmiany skórne. (…) Robactwo towarzyszyło nam przez cały czas jazdy koleją.
Jerzy Wasilewski, deportowany w lutym 1940 roku na Syberię.

W wagonie prycze po lewej,
prycze po prawej. Brud był niesamowity, dlatego babcia nas pierzyną pookrywała.
Z drogi pamiętam krzyki. Pytałam babci:- Dlaczego ta pani krzyczy?- Bo jej dziecko zmarło i wyrzucili to dziecko.
Mieczysława Kontnik, deportowana w lutym 1940 roku na Syberię.

Raz na dobę pociąg zatrzymywał się w jakiejś miejscowości, enkawudziści otwierali drzwi wagonów i krzyczeli: „Adin czeławiek za wadoj, adin czeławiek za supom (Jeden człowiek po wodę, jeden człowiek po zupę).
Tadeusz Zajkowski, deportowany w lutym 1940 roku na Syberię.

Pamiętam, że dzieci maleńkie umierały, pan Piekutowski zrzucał butelkę na sznureczku i błagał, jeżeli zatrzymywaliśmy się wśród ludzi na stacjach: „Małaka dla rebionka, małaka” (mleka dla dziecka, mleka), bo matka, nie mając nawet wody, nie miała czym karmić.
Helena Kamieńska, deportowana w czerwcu 1941 roku na Syberię.

Nie płakałam, bo wtedy było mi już wszystko jedno, nic nie czułam. Zdawałam sobie doskonale sprawę, że zostanę do końca życia na Syberii.

Wspomnienia Zofii Wierzchowskiej wywiezionej na Sybir w czerwcu 1940 r.

Nie płakałam, bo wtedy było mi już wszystko jedno, nic nie czułam. Zdawałam sobie doskonale sprawę, że zostanę do końca życia na Syberii.

Wspomnienia Zofii Wierzchowskiej wywiezionej na Sybir w czerwcu 1940 r.

Nie płakałam, bo wtedy było mi już wszystko jedno, nic nie czułam.
Zdawałam sobie doskonale sprawę, że zostanę do końca życia na Syberii.

Wspomnienia Zofii Wierzchowskiej wywiezionej
na Sybir w czerwcu 1940 r.

Jednym z głównych przedmiotów działań Muzeum Pamięci Sybiru jest upowszechnianie wiedzy związanej
z tematyką deportacji i losów Polaków na Sybirze.
Jeśli chcesz poznać historię, której nie znajdziesz w szkolnych podręcznikach, obserwuj nasze kanały i bądź na bieżąco.

Koncepcja akcji:
Jan Roguz
Patrycja Katarzyna Roman
Rafał Sokołowski

Realizacja: Empem Group

Koncepcja akcji: Jan Roguz, Patrycja Katarzyna Roman, Rafał Sokołowski

Realizacja: Empem Group

Koncepcja akcji:
Jan Roguz
Patrycja Katarzyna Roman
Rafał Sokołowski

Realizacja: Empem Group